sobota, 14 czerwca 2014

Rozdział 3

Wszyscy zbiegli się w szerokie koło. 
Ciekawe co się dzieje - pomyślałam.
Postanowiłam się tego dowiedzieć. Jakimś cudem przedostałam się przez tłum licealistów. Zobaczyłam dwóch uczniów. Jeden- wysoki i umięśniony trzecioklasista bił bezbronnego kujona z mojej klasy. Nagle przypomniałam sobie własną sytuację. Kiedy mnie dręczono i wyzywano. Kiedy byłam pośmiewiskiem całej szkoły. Nie mogłam pozwolić, żeby coś takiego stało się też jemu. Nie potrafiłabym. Zebrałam w sobie tyle odwagi, ile w całym życiu zdążyłam w sobie uzbierać. Pobiegłam w stronę trzecioklasisty odpychając go od pierwszaka. Nie mogłam uwierzyć, że to zrobiłam. Oczy każdego skierowane były w moją stronę. Ale nie obchodziło mnie to. W głowie miałam tylko chęć uderzenia tego wysokiego idioty.
Hej mała - krzyknął w moją stronę chłopak - co  ty sobie myślisz? Nie wtrącaj się i zostaw nas! Jesteś głupia? Czy może chciałaś zwrócić n mnie swoją uwagę?
Nabuzowana z całej siły uderzyłam go z pięści w twarz. Przez chwilę zastanawiałam się , co ze mną nie tak. Wiedziałam, że teraz to na pewno nie będę miała spokojnego życia w tym liceum.
Nękany uczeń podziękował mi uciekając. Reszta nadal patrzyła na mnie. Uderzony chłopak także. Ale nie mogłam tak po prostu go zostawić.
Pomyśl, zanim znowu zaczniesz nękać innych - spojrzałam na niego i odeszłam z rękami ściśniętymi w pięści.
Nie wiedziałam co robić. Postanowiłam pójść na stołówkę. Zawsze jedzenie mnie uspokajało.
Nałożyłam na talerz dwie miski ryżu i usiadłam w kącie. Nagle do stołówki wszedł wkurzony chłopak.
Żeby mnie nie zauważył - błagałam w myślach. Niestety na próżno.
Ty! - krzyknął trzecioklasista ciągnąc mnie za rękę. - chcesz zginąć?
Popchnął mnie na ścianę. Nadal trzymając mój nadgarstek patrzył na mnie swoim wrogim wzrokiem. Kiedy oddychał, czułam jego zimne powietrze na mojej twarzy.
Jeszcze raz coś takiego i nie żyjesz jasne?! - wrzasnął.
Chłopak odszedł zostawiając mnie pod ścianą. Mimo tego, że jego już tam nie było nadal stałam jak wryta.
Uświadamiając sobie, że to moja ostatnia lekcja szybko pobiegłam do domu.
I co ja zrobię? Jak ja jutro wrócę do szkoły? - myślałam z przerażeniem.
Chciałam coś wymyślić, ale w głowie miałam tylko ostatnie wydarzenia.

Rozdział 2

Weszłam do szkoły. Nie miałam pojęcia co robić.
Powinnam poszukać sekretariatu? Chyba tak - pomyślałam.
Zaczęłam błądzić po korytarzach. Wreszcie zauważyłam sekretariat. Zapukałam i otworzyłam drzwi.
Dzie..dzień dobry ! - zaczęłam mówić jąkając się -   Nazywam się Amber Hemmings i od dzisiaj miałam zacząć naukę tutaj.
Ach tak! Nowa uczennica! - powiedział radośnie jak się nie mylę dyrektor - Witamy u nas! Będziesz chodzić do klasy 1b. Twoja pierwsza lekcja to angielski. Zacznie się za chwilę. Jak sądzę jeszcze nie wiesz jak trafić do sali. Chodź, zaprowadzę cię.
Poszłam za dyrektorem. Doszliśmy na sam koniec korytarza. Weszliśmy do sali.
Dzień dobry panie dyrektorze - krzyknęła klasa nawet mnie nie zauważając.
To jest nowa uczennica, Amber. Od dzisiaj należy do waszej klasy. Zaopiekujcie się nią - powiedział dyrektor wychodząc i tum samym zostawiając mnie na samym środku klasy.
Cześć - powiedziałam patrząc martwym wzrokiem na ścianę - jestem Amber. Mam nadzieję, że mnie polubicie.
Nie oczekując odpowiedzi usiadłam w drugiej ławce. Modliłam się tylko, żeby nie zrobić z siebie idiotki.
Ej..psss - nagle ktoś zaczął mnie szturchać w ramię - jestem Tan Jong









Cześć - odpowiedziałam uśmiechając się szeroko.
Pewnie bardzo się denerwowałaś przed pierwszym dniem w szkole. Ale nie potrzebnie. Jeśli  nie podpadniesz takiemu chłopakowi z 3 klasy to jakoś dasz radę - powiedział
Mam taką nadzieję - odpowiedziałam odwracając się do przodu.
Zaczęła się pierwsza lekcja. Po 45 minutach zadzwonił dzwonek. W klasie zostałam tylko ja. Wzięłam książki i poszłam na korytarz poszukać mojej szafki. Niestety na moje nie szczęście stałam się świadkiem bijatyki...w sumie chciałabym być tylko świadkiem...

Rozdział 1

Czyli naprawdę się przeprowadzasz? I masz zamiar mnie tu zostawić? Pamiętaj, że nigdy ci tego nie wybaczę.- powiedziała Cara patrząc na mnie ze łzami w oczach.
Przepraszam. Ale sama wiesz, że dłużej tu nie wytrzymam. Od śmierci mamy to mieszkanie jest jakieś takie puste. Nie potrafię dalej tu mieszkać - odpowiedziałam przytulając moją przyjaciółkę.
Po smutnym i jakże długim pożegnaniu wsiadłam do taksówki. Pojechałam na lotnisko.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Po okropnie męczącym locie wreszcie stanęłam na ziemi. Wzięłam walizki i poszłam na przystanek.
Czyli tak wygląda Korea - pomyśłałam.
Autobus przyjechał a ja znalazłam się w nowym mieszkaniu. Zaczęłam się rozpakowywać. Po 7 godzinach przemeblowań mieszkanie wyglądało w miarę przytulnie. Umyłam się i położylam do łóżka. Jednak nie mogłam zasnąć.
Jutro pierwszy dzień w nowej szkole. Cholera. Nie dam sobię rady - pomyślałam - To był zły pomysł, żeby się przeprowadzać...ale nie mogę się teraz wycofać prawda?
Z mętlikiem w głowie usnęłam. Obudziłam się o 5 rano, jeszcze zanim budzik zaczął dzwonić. Wzięłam prysznic, uczesałam się i ubrałam najlepsze ubrania, jakie tylko miałam.
No to do dzieła! - krzyknęłam- Muszę dać sobię radę.
Wsiadłam w autobus i podjechałam pod budynek szkoły.